piątek, 18 stycznia 2013

Fotoradary - patent na łatanie

Zdaniem ministra transportu "fotoradary służą do walki z mordercami drogowymi". Tylko na co komu takie słodkie kłamstewka kiedy jasno wiadomo, że chodzi nie o nasze bezpieczeństwo, a o 1,5 miliarda zł. do budżetu państwa. Po raz kolejny ludowe przysłowie ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości - jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Choć w tym przypadku może raczej raczkuje - Polacy nie są głupi, nie dadzą złapać się na haczyk.


Pan premier powiedział kiedyś bardzo mądre słowa(oczywiście w swoim mniemaniu, oraz jego elektoratu) w 2007 r. odnośnie Prawa i Sprawiedliwości, że jest partią, która pragnie przede wszystkim jak najbardziej uprzykrzyć życie polakom, a następnie ich skontrolować. Mówił to w kontekście fotoradarów, które wówczas PiS chciał "montować". I jak tu ufać politykom, na dodatek rudym? 

Do tej pory kierowcy mogli się zapoznać z dowodem kary gdy fotoradar zrobił im zdjęcie. Do tej pory, albowiem od teraz za sprawą rozporządzenia GITD i Ministerstwa Transportu służby nie mają już obowiązku przesyłać kierowcom zdjęć z fotoradarów. 
Zrozumiale budzi to pytania i kontrowersje z prawnego punktu widzenia, bo jeżeli zarzuca się mi zbrodnię, to ja chcę mieć przed oczyma dowód o tym świadczący. 

Sprawa fotoradarów jest drastycznym wejście w sferę wolności obywateli - system odcinkowego pomiaru prędkości, który oparty jest na stwierdzeniu, że wykroczenie dokonane nie zostało w konkretnym momencie, lecz wykroczenie to polega na domniemaniu, że kierowca musiał jechać zbyt szybko.

Tutaj nie chodzi o poprawę bezpieczeństwa na polskich drogach - to kolejna populistyczna propaganda, tutaj na rzeczy jest wspomniane wcześniej 1,5 miliarda zł. do budżetu państwa. 
Jeżeli polskiemu rządowi rzeczywiście chodziłoby o poprawę tychże warunków, skupiłby się on na innych kwestiach niż karanie kierowców za nadmierną prędkość. Wdrożyłby on natomiast program przebudowy najważniejszych dróg krajowych. Po przez zły stan polskich dróg dochodzi własnie do dużej ilości wypadków, są one przebudowywane w sposób taki aby jak najbardziej utrudnić(nie ułatwić) manewr wyprzedzania. 
Z raportu Najwyższej Izby Kontroli przeprowadzonego w roku 2011 wynika, że przyczynami wypadków na polskich drogach jest wspomniany ich stan, zły stan techniczny pojazdów po nich poruszających się. W raporcie tym nie ma słowa o nadmiernej prędkości. 

Istnieje wiele przesłanek świadczących ku temu, że decyzja polskiego rządu nie jest ugruntowana troską o nasze bezpieczeństwo, a świadczą o tym między innymi:
  • Planowanie określonej liczby wykroczeń, co jest czymś wręcz absurdalnym i nie do przyjęcia. Na uwadze należy mieć to, że planowanie w budżecie nie jest tym samym co przewidywanie.
  • Brak kompleksowego podejścia do sprawy, a skupienie się tylko na wlepianiu mandatów.
  • Brak tępienia cwaniactwa drogowego, które na naszych drogach jest wszechobecne.
  • I nareszcie, przeformułowanie znaków drogowych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz